O kalendarzu adwentowym w formie kalendarza

Do wygrania przewodniki po Berlinie z autografem

Kalendarz adwentowy jest tak nierozłączny z niemiecką kulturą jak świąteczny jarmark (Weihnachtsmarkt), choinka czy kolęda „Cicha Noc” (powstała co prawda w Austrii, ale w języku niemieckim). Najbardziej popularną wersją kalendarza, znaną również w Polsce, jest kolorowy karton z małymi czekoladkami. Pierwsze tego typu, powstały dopiero po wojnie i były wielokrotnego użytku. Rodzice wypełniali je słodyczami każdego roku.

Historia odliczania dni do świąt jest jednak znacznie starsza i pełna dziwnych akcesoriów. O nich chciałabym tutaj, dzień po dniu, opowiedzieć.

Kalendarz startuje 1 grudnia. Poza historyjkami będą tu również do zdobycia przewodniki, mapy i gadżety związane z Berlinem (wysyłka tylko na terenie Polski). Zachęcam do odwiedzania kalendarza każdego dnia, oraz śledzenia nowości na stronie FB, Podróże po Niemczech.

1 GRUDNIA

Czy wiecie, że kalendarz adwentowy w niemieckojęzycznych krajach to bardzo popularne narzędzie marketingowe? Wykorzystują go nie tylko firmy, ale również organizacje turystyczne miast i regionów, media, instytucje rządowe, itd.

Jak to działa?

W komercyjnym wydaniu bardzo prosto. Załóżmy, miesięcznik o tematyce sportowej umieszcza na swojej stronie wirtualny kalendarz z 24 okienkami do kliknięcia. Każdego dnia, automatycznie o północy, uruchamiane jest nowe okienko z pewną zawartością. Najczęściej jest to zdjęcie konkretnego gadżetu, przydatnego ludziom uprawiającym sport.

Wygrana dnia jest rozlosowywana pośród tych, którzy otworzą okienko i spełnią pewne warunki. Jest to zazwyczaj wypełnienia prostego formularza z danymi,  udzielenie odpowiedzi na pytanie lub rozwiązanie testu/quizu/puzzli.

Czemu ma służyć taka akcja?

Kalendarz adwentowy to doskonałe narzędzie do zbierania danych osobowych przyszłych klientów. Wypełniając formularz, uczestnik wyraża zgodę na umieszczenie go w bazie danych lub zapisanie na Newsletter. Oczywiście, potem można się wypisać, ale dzięki wirtualnym kalendarzom, ruch na stronie znacznie wzrasta. Dodatkowo generują one ruch w mediach społecznościowych. Wszystko zależy od inwencji ludzi od marketingu i programistów. Niektóre firmy mają swoje kalendarze na Facebooku.

Są również kalendarze, których funkcja jest czysto informacyjna lub charytatywna. Na przykład, organizacja pozarządowa każdego dnia przedstawia kogoś, kto potrzebuje pomocy i zachęca ludzi do wpłaty.

Czy ludzie faktycznie coś wygrywają?

Oczywiście. Sama mogę poświadczyć. Od trzech lat wypełniam około dziesięciu kalendarzy adwentowych, związanych głównie z Berlinem i podróżami. Każdego roku udało mi się coś zdobyć. Dwukrotnie były to bilety na przedstawienia, a raz materialna rzecz: jakaś designerska miseczka, którą i tak zostawiłam byłemu.

Czy ja mogę wziąć udział w takich akcjach?

To zależy. Niektóre kalendarze wymagają podania adresu w Niemczech (ewentualnie w Austrii, Szwajcarii, itd). Inne, mogą nie wymagać adresu, ale w regulaminie mają zastrzeżenie, że wysyłka wygranej jest tylko na adres w Niemczech. Odbiór może też być osobisty, jeżeli jest to na przykład kalendarz lokalnej gazetki.

Jeżeli mieszkacie w Niemczech, to pewnie znacie owe wirtualne kalendarze i może nie raz zgłaszaliście w nich swój udział. Jeżeli nie, pomyślcie, czy nie ma kogoś, kto mógłby Wam pomóc – rodzina, znajomi, których dane możecie wykorzystać. Z mojego doświadczenia wynika, że w ciągu trzech lat, tradycyjną pocztą przyszedł jeden list reklamowy i długo zastanawiałam się, skąd mają mój adres. Są też kalendarze dostępne dla mieszkańców Unii (przykład poniżej) lub kalendarze, które w swojej ofercie mają kupony rabatowe lub inne produkty online do natychmiastowego pobrania.

Dobra rada: jeżeli bierzecie udział w akcjach wielu kalendarzy najlepiej załóżcie osobny adres mailowy. Ofert przez cały rok przychodzi aż nadto. Oczywiście można się też z nich później wypisać, jeśli nie odpowiadają one Waszym oczekiwaniom.

Kalendarze adwentowe w Polsce

Są ich setki. W kartonach, ze świątecznym motywem i czekoladkami w okienkach. Dystrybuowane głównie przez niemieckie sieci handlowe. A poważnie? Co prawda, przejrzałam informacje w necie raczej pobieżnie, ale nie wygląda na to, by polskie firmy hurtem podchwyciły tę ideę. Myślę, że to jeszcze przed nami. Jeżeli prowadzicie jakąś działalność i niemieckie tradycje nie są Wam bardzo obce, możecie być tu prekursorami.

Póki co, dominuje u nas realny kalendarz kosmetyczny, czyli za dość wysoką cenę (150-300 złotych) można zakupić pudełko z próbkami kosmetyków danego producenta.

Czyli co, zostanę bez niczego?

A niekoniecznie. Chociaż problemy techniczne na bliźniaczej stronie (Przewodnik-po-Berlinie.pl) uniemożliwiły mi publikację mojego pierwszego pełnowymiarowego kalendarza adwentowego, to postanowiłam stworzyć przynajmniej tutaj namiastkę. Do 24 grudnia w każdym okienku (począwszy od dzisiejszego) znajdziecie ciekawostki o kalendarzu adwentowym, natomiast co kilka dni będzie rozlosowywana mapa Berlina lub kieszonkowy przewodnik mojego autorstwa (na życzenie z autografem, wysyłka tylko na terenie Polski). 24 grudnia zostanie wyłoniony zwycięzca, który otrzyma berliński pakiet, złożony z dużego przewodnika po Berlinie 2w1 + zestaw super-gadżetów albo kupon na 4-godzinne zwiedzanie Berlina z przewodnikiem (UWAGA: kupon może być również wykorzystany do obsługi grupy turystycznej, wycieczki zorganizowanej przez szkołę, biuro podróży, itd.).

Zaglądaj codziennie i koniecznie polub stronę Podróże po Niemczech na FB.

A poza tym

Dwa czasopisma komputerowe (wersje niemieckojęzyczne) udostępniają na swojej stronie tzw. Download-Adventskalender. Codziennie otwierane jest jedno okienko z pełną wersją programu do pobrania bezpłatnie tylko danego dnia. Poza kalendarzem ich koszt może sięgać kilkudziesięciu euro. Są to raczej mało znane marki, stanowiące pewną alternatywę dla drogich licencji, ale czasem trafiają się perełki. Software oferowany jest w niemieckojęzycznej wersji. Dodatkowe informacje, na przykład, jak uzyskać klucz do pełnej wersji, oczywiście też są po niemiecku. Pełne wersje programów oferuje również portal Heise Download oraz DownloadMix.

Kalendarz adwentowy CHIP
Kalendarz adwentowy PC WELT
Kalendarz adwentowy Heise Online
Kalendarz adwentowy DownloadMix (angielski)

Kalendarz adwentowy PANASONIC każdego dnia wystawia wartościowy sprzęt RTV lub AGD, ale ma też liczną rzeszę fanów. W losowaniu może wziąć udział każdy z adresem w Unii. Trzeba odpowiedzieć na pytanie wyboru w języku niemieckim, co nie jest trudne, bo odpowiedź jest „ukryta” w opisie obok.

Trafiłam też na wirtualny kalendarz po polsku, należący do firmy tłumaczeniowej. Oferują między innymi konkretne kwoty doładowań do konta (bez losowania).

A może trafiliście na inne ciekawe kalendarze, oferowane polskim użytkownikom? Albo macie jakiś ulubiony niemiecki? Proszę, podzielcie się w komentarzach.

2 GRUDNIA

Ile jeszcze do świąt?

Zwyczaj obdarowywania się drobnymi upominkami z okazji narodzenia Pana, na dobre upowszechnił w drugiej połowie XIX wieku. Jeśli rodziny nie było stać na podarki, to i tak okres ten kojarzył się z wolnym czasem, lepszym jedzeniem, a nawet przyzwoleniem na odrobinę luksusu w postaci wypieków na miodzie czy kolonialnych przypraw.

Nic dziwnego, że święta były wyczekiwane szczególnie przez dzieci, a jeśli było ich w domostwie sporo, pytania „ile jeszcze do świąt” mogły przyprawić o zawrót głowy.

Dowody na pierwsze indywidualne próby odliczania dni przed świętami datowane są na połowę XIX wieku. Nic wymyślnego. Na drzwiach lub framudze drzwi malowano kredą kreski i każdego dnia ścierano jedną. Lub odwrotnie, codziennie dodawano jedną kreskę więcej.

Podczas, gdy w protestanckich rodzinach zbierano się na wspólne pieśni i rozważania, w katolickich przykładano więcej uwagi do wychowawczego charakteru adwentu. Powszechnym było codzienne uczestnictwo w roratach, wyznaczanie ilości modlitw i egzaminowanie dzieci z wersetów Biblii. W Nadrenii i zachodniej Austrii używano drewnianych sztabek, na których nacięcia wyznaczały ilość odmówionych Zdrowaś Mario. Wymagane było, nie 24 czy 100 ale 4000 dla oznaczenia lat od stworzenia świata.

W drugiej połowie XIX wieku wiele rodzin stać już było na świece, tanio wyrabiane z parafiny. Również one służyły do odliczania dni. Nie, nie chodzi mi tu jeszcze o wieniec adwentowy, ale o jedną świecę, na której nożykiem w równych odstępach nacinano kreski. Każdego dnia wypalał się jeden fragment, i tak aż do wigilii. Takie świece z ładnymi, fabrycznymi nadrukami, można znaleźć w drogeriach i marketach nawet dzisiaj.

Wszyscy znają i uwielbiają przystrojoną choinkę. A czy wiecie, że dawniej było również drzewko adwentowe? Czemu służyło i jak utrzymywało się przez cały okres adwentu – o tym jutro. Zajrzyjcie koniecznie, bo będą pierwsze przewodniki po Berlinie do wygrania.

3 GRUDNIA

Wczoraj wspomniałam o wychowawczych metodach, stosowanych wobec dzieci podczas Adwentu. Skoro tak niecierpliwie czekały na prezenty, to musiały sobie na nie zasłużyć.

W sierocińcach, różnego rodzaju przytułkach, ale też i prywatnych domach każdego dnia odczytywano fragment Pisma Świętego, po czym najważniejszy werset zapisywano na karteczce. Karteczkę wieszano na drzewku lub specjalnym stelażu, ewentualnie na żyrandolu i zapalano jedną świeczkę. Do następnego dnia, dzieci miały za zadanie, nauczyć się wersetu na pamięć.

Tak właśnie zrodziła się idea drzewka, które na początku Adwentu pozostawało bez żadnych ozdób, a tuż przed wigilią obwieszone było kolorowymi karteczkami i oświetlone płomieniami świec. Ponieważ musiało wytrzymać znacznie dłuższy okres czasu niż choinka, sadzano je w doniczce. Ewentualnie zastępowano odpowiednim stelażem.

Z produkcji karteczek powstał cały biznes. Ideę podchwycili drukarze i wykorzystując ich popularność, oferowali gotowe zestawy. Karteczki były ponumerowane, z dziurką na zawieszkę. Największym zainteresowaniem cieszyły się te w kształcie gwiazd i liści winogrona. Na jednej stronie był kolorowy obrazek o tematyce biblijnej, na odwrocie odpowiedni werset.

Im bliżej było do wigilii, tym bardziej zmieniała się taktyka sprzedawców, którzy zachwalali karteczki jako ozdoby choinkowe. Tak też się stało po pierwszej wojnie światowej, kiedy zostały wyparte przez zwarte kalendarze adwentowe.

Warto wspomnieć, że do karteczek, produkowane były tzw. wianki adwentowe, to jest drewniane obręcze z mosiężnymi uchwytami na świece, na których je zawieszono. Można się domyślić, że stąd już tylko krok do znanych nam dzisiaj wieńców adwentowych.

Tyle historii. A teraz, na moim drzewku adwentowym zawiesiłam dwa przewodniki po Berlinie do przytulenia. Oba to wersje kieszonkowe, wydane przez wydawnictwo ExpressMap. Zostały one zredagowane na podstawie moich tekstów z dużego przewodnika „Berlin 3w1”.

Co zrobić, by dostać szansę na wygranie przewodnika?

Kiedyś to było proste. Polub, udostępnij i już bierzesz udział w losowaniu. Niestety, takie praktyki na Facebooku są już niezgodne z przepisami. Tutaj również nie mogłam wrzucić linijki na wpisanie adresu mailowego i życzyć szczęścia, bo taką imprezę, to trzeba zgłosić w Izbie Celnej.

Teraz trzeba się wykazać! Twórczo, trochę pomyśleć, przemyślenia zapisać i mi dostarczyć.

Do wzięcia są dwa przewodniki. Na życzenie z moim autografem. Jeden dla kogoś, kto jeszcze nie był w Berlinie, a drugi podeślę komuś, kto już miał przyjemność przechadzać się pod Bramą Brandenburską. Zachęcam do wzięcia udziału. Wybierz odpowiednią dla siebie opcję i działaj!

Ta akcja już się zakończyła. Dziękuję wszystkim za udział.

4 GRUDNIA

Dzisiaj kilka słów o pionierach adwentowych zwyczajów.

W XIX wieku zaczęły powstawać organizacje charytatywne związane z kościołem ewangelickim. Zakładano głównie większe i mniejsze sierocińce, w których poprzez modlitwę i dość ciężką pracę wychowywano chłopców. Jedną z takich inicjatyw, która jest kontynuowana do dzisiaj, była tzw. „misja wewnętrzna” (Innere Mission).

Jej założycielem był pastor z Hamburga, Jan Henryk Wichern (1808-1881). Misja wewnętrzna, zwana również domową, miała skupiać się na reewangelizacji we własnym kraju. Była to misja prowadzona obok nawracania pogan „na zewnątrz”.

Pastor Wichern miał wiele ciekawych pomysłów, odnośnie swoich wychowanków. To jemu przypisuje się prototyp wieńca adwentowego, o którym po raz pierwszy wspomniano w 1838 (lub 1839 roku).

Pastorów „wewnętrznej misji” wspomagały przeróżne, kobiece stowarzyszenia, skupiające członkinie ze wszystkich warstw społecznych. Zajmowały się one przygotowywaniem posiłków, naprawą odzieży, wykonywaniem i sprzedażą bibelotów, z których dochód wspierał domy sierot. To właśnie w berlińskim stowarzyszeniu kobiet „Szarotka”, w 1904 roku, po raz pierwszy użyto określenia kalendarz adwentowy (Adventskalender).

Miał on formę zbliżoną do dzisiejszych kalendarzy ściennych, ale zamiast miesięcy, kartkę wyznaczał jeden dzień adwentu z przypisanym wersetem z Biblii. Kalendarze te sprzedawano do 1910 roku.

Kiedy pojawiły się zatem pierwsze drzwiczki i okienka?

Kalendarze z okienkami pojawiły się, a jakże, w formie papierowych domków. Kupowało się je jako karton do samodzielnego składania, co wymagało zagięcia jedynie kilku elementów. Za okienkami kryły się biblijne mądrości. Bardziej wyrafinowane wersje, miały okienka z cienkiej bibuły, na której wydrukowany był tekst. Jeśli do środka domku wstawiło się świeczkę, to można sobie wyobrazić, jakie robiło to wrażenie po zmroku, gdyż już prawie wszystkie okienka zostały otwarte. Takie domki nie miały oczywiście zamykanego dachu.

Przypominam, że trwa akcja, w której można wygrać przewodniki po Berlinie. Jak? Zajrzyj do tekstu na 3 grudnia.

5 GRUDNIA

Świąteczne zegary

Jak funkcjonuje zegar, to wiedziały już dzieci w XIX wieku. By ułatwić im odliczanie do świąt w przyjaznej formie, zaczęto wydawać drukowane tarcze, przypominające zegarowe.

Ale chwila. Przecież zegary podzielone są tylko na 12 pól. Czyżby odliczanie z ich pomocą zaczynało się później? I tak i nie. Panowała tu dowolność wśród drukarzy. Jedni preferowali tradycyjne tarcze z pierwszym dniem, oznaczonym jako 13 grudnia (świąteczny zegar, Weihnachtsuhr), inni dzielili tarcze na 24 dni (Adventsuhr). Były też i takie na 11 dni.

Niezależnie od wersji, północ, czyli godzina 12, była najważniejsza. Tam znajdował się najładniejszy lub największy obrazek.

Jak funkcjonował taki zegar?

Funkcjonował tak, jak zabawki, które mają za zadanie nauczyć nasze dziecko odczytywania czasu. Pośrodku tarczy znajdowała się wmontowana wskazówka (jedna), którą codziennie przesuwało się na kolejne pole. Wskazówką mogło być ramię mikołaja lub trąbka anioła.

Na polach znajdowały się obrazki. W wersji edukacyjnej wybierano wersety z Biblii (do nauczenia się na pamięć) lub kilka po kilka wersów świątecznej pieśni (do zaprezentowania w całości przez wychowanków w wigilię). Taki zegar miał jednak pewną wadę. Nie było w nim elementu niespodzianki. Wszystkie teksty i obrazki były od razu widoczne.

Zegary z niespodzianką

Pierwszy zegar ze wskazówką i 12 godzinnym podziałem pojawił się w Hamburgu. Pomysł szybko podchwycono w całej Rzeszy, ale dokonywano własnych modyfikacji. Zamiast wskazówki zastosowano obrotową tarczę z wyciętym okienkiem, nałożoną na tą tradycyjną. W ten sposób, danego dnia widoczne było tylko jedno okienko. Oczywiście, tak długo, jak niecierpliwe ręce dziecka nie odsłoniły każdego dnia w krótkiej chwili. Warto jednak pamiętać, że często to nie była zwykła zabawka, a przesuwanie zegara było pewnym rytuałem, w którym uczestniczyła cała rodzina.

Drukowano również tradycyjne kalendarze w formie zegara. Na kartonie formatu A4 widniał piękny świąteczny motyw z tarczą zegarową, a poszczególne okienka ułożone były w okręgu. Otwierało się je, jak przy innych kalendarzach, gdzie brzegi były odpowiednio nacięte.

Świąteczne zegary są produkowane i dzisiaj, ale nie występują w powszechnej sprzedaży. Stanowią bardziej historyczną ciekawostkę.

A jutro? A jutro Dzień Św. Mikołaja. Zajrzyjcie koniecznie, bo będą kolejne prezenty.

6 GRUDNIA

Dzisiaj mikołaj przyniósł mi nową wersję strony Przewodnik-po-Berlinie. 😀

Z tej radości pierwszym trzem osobom, które zameldują się tutaj 6 grudnia po 12.00 (czasu polskiego), wysyłam po egzemplarzu laminowanej mini-mapy Berlina.

Dziękuję wszystkim za udział. Akcja została już zamknięta.

 

Jeśli nie udało Ci się tym razem, nie martw się. Wciąż otwarta jest akcja z 3 grudnia oraz dodatkowo, każdy ma szanse na główną wygraną.

A już jutro kolejne ciekawostki o kalendarzu adwentowym.

7 grudnia

Za twórcę kalendarza adwentowego uznał się monachijski wydawca, Gerhard Lang (1882-1974). W dzieciństwie otrzymywał on kalendarz domowej roboty, wykonany przez jego matkę. Kobieta mocowała do kartonu ulubione ciastka syna, na każdy dzień o innym kształcie.

Kiedy Lang podrósł, ukończył szkołę i zdobył zawód księgarza. W 1902 roku przeniósł się do Monachium, a już rok później wydał swój pierwszy kalendarz adwentowy.

Miał on postać kartonu, podzielonego na 24 pola. W każdym z nich widniały wersety z Biblii. Z dodatkowego kartonu wycinało się codziennie kolorowy obrazek i naklejało na odpowiednie pole. Ostatni dzień był ukoronowaniem całej pracy i największe pole wypełniał wizerunek Dzieciątka Jezus. W południowych Niemczech, wg tradycji, to właśnie on przynosi prezenty.

Przez ponad 20 lat, kalendarz doczekał się ośmiu wersji. Lang miał w swojej ofercie około 30 różnych kalendarzy, ale pod koniec lat 20. XX wieku były one wypierane przez kalendarze z okienkami. Jego produkty cieszyły się dużą popularnością, gdyż do współpracy zapraszał wielu uznanych ilustratorów.

Mimo powodzenia, nie miał wpływu na ograniczenia, jakie wprowadzono z początkiem II wojny światowej. Brak materiałów oraz pozwoleń na ich zdobycie spowodowały, że wydawnictwo Langa zostało zamknięte w 1940 roku.

8 GRUDNIA

Długo trwały zawirowania wokół liczby okienek w kalendarzu adwentowym.

Jeśli nazwać go adwentowym, to powinien zaczynać się z pierwszym dniem adwentu. Ale liczba jego dni co roku się zmienia. Może wynosić między 22 a 28. Kalendarz wydany na dany rok, w kolejnym byłby bezużyteczny. Na przygotowanie wielu wariantów, jeśli wydawnictwo posiadało kilkadziesiąt wzorów kalendarzy, nie było nikogo stać. Dlatego zdecydowano się na stałą datę 1 grudnia.

Ale 1 grudnia wypadał czasem przed adwentem, a czasem już w trakcie. Dlatego zaczęto eksperymentować z dniem Św. Mikołaja i rozpoczynać kalendarz z datą 6 grudnia. Takie rozwiązanie sprawdzało się przy produkcji materiałów promocyjnych. Kalendarze były często prezentem, dodatkiem do gazet, książek lub innych broszur reklamowych.  Tyle, że dzieci nie chciały mikołajowego kalendarza, bo trzeba było na niego dłużej czekać.

W międzyczasie pojawiły się też zegary adwentowe, które mając 1 pól, rozpoczynały świąteczną wędrówkę dopiero 13 grudnia (o nich wspomniałam 5 grudnia). Też za długo.

Powrócono do daty 1 grudnia, która na dobre utrwaliła się w latach powojennych. Również dzisiaj, kalendarz z 24 polami jest najpopularniejszy. Ale nie jedyny z możliwych. Czasem są dodane ekstra pola dla niedziel adwentowych. Lub dodatkowe okienko na wigilię z „większym” prezentem. Są również kalendarze, które pozostają w użyciu aż do 6 stycznia, czyli Święta Trzech Króli.

9 GRUDNIA

Kalendarze na przełomie lat 20. i 30. ubiegłego wieku

Konkurencja rosła w siłę. Kto chciał sprzedawać swoje kalendarze, zatrudniał autorów i ilustratorów książek dla dzieci. Powielano wzory i rozwiązania stosowane przy kartkach świątecznych i noworocznych. Między innymi ozdabiano kalendarze kolorowymi drobinkami szkła, muskowitem (rodzaj minerału) lub tzw. metalowym piaskiem.

Religijne motywy powoli odchodziły w przeszłość. Kalendarz miał bawić, a nie jak wcześniej, uczyć i pilnować dyscypliny. Pojawiały się motywy znanych bajek, jak na przykład chatka na kurzej nodze z wieloma okienkami, średniowieczna brama, czy miasto pełne zabawek. Wciąż popularne były anioły. W jednym z wydawnictw powstał kalendarz w formie drabiny do nieba. Codziennie o jeden szczebel przesuwano, wyciętego z kartonu, aniołka.

Ilustratorzy nie oparli się też magii nowej techniki, przede wszystkim samochodów. Kalendarze z samolotami, automobilami, pociągami znajdowały dodatkowe uznanie wśród chłopców. Przykładowo, pośród wielu drobnych obrazków, centralne miejsce w kalendarzu zajmował piękny, niebieski samochód. By otworzyć jego drzwiczki, trzeba było zaczekać aż do wigilii. Wówczas wyjaśniała się tajemnica, kto był pasażerem. Mikołaj? Nie. Nie było go nawet za kierownicą. W samochodzie siedziała sobie wygodnie Święta Rodzina.

10 grudnia

Kalendarze adwentowe przed II wojną światową

O tym jak naziści potraktowali zakorzenione w chrześcijaństwie zwyczaje świąteczne można by napisać niejedną książkę. W wielkim skrócie ujmując: starali się nawiązać do pogańskich zwyczajów, zwłaszcza tych praktykowanych w północnej (skandynawskiej) Europie.

Nie było już kalendarza adwentowego, a przedświąteczny. Zamiast Bożego Narodzenia – Jul (Julfest, od nazwy świąt, obchodzonych w skandynawskich krajach). Wieniec adwentowy stał się wieńcem przesilenia zimowego, itd.

Religijne motywy zniknęły niemal całkowicie z okienek, został tylko mały Jezus, którego jako Dzieciątko Światła (Lichtkind) pozdrawiają dzieci w hitlerowskich mundurkach. Wydawnictwa, wyspecjalizowane w chrześcijańskiej ofercie, mogły dalej wydawać kalendarze pod warunkiem zmiany motywów i tekstów.

Świeckie tematy z militarnym akcentem spopularyzowały się jeszcze bardziej po rozpoczęciu wojny. Kalendarz miał znowu pouczać i wychowywać. O tym już jutro.

A dzisiaj, w kolejną niedzielę Adwentu, kolejna mini-mapa Berlina do wzięcia. Zwycięzca zostanie wylosowany spośród wszystkich, którzy do północy prześlą swoje dane.

Akcja została już zakończona. Dziękuję wszystkim za udział.

11 GRUDNIA

Podczas wojny, wiele wydawnictw zamykano, nie tylko z powodów politycznych, ale też i strategicznych, uznając produkcję za mało ważną dla celów wojskowych. Miało to głównie na celu relokację materiałów i pracowników do innych gałęzi przemysłu.

W 1941 roku ukazał się pierwszy kalendarz, opracowany i wydany przez NSDAP. Miał on postać zeszytu z 32 kartkami i przewidziany był do wielokrotnego użytku przez nasze „kochane, niemieckie matki”. Na odwrocie kartki-okienka były najczęściej instruktaże do samodzielnego majsterkowania ozdób i zabawek, ale też przysłowia, pieśni i toasty.

Kalendarz odniósł duży sukces i w kolejnych latach ukazały się znacznie większe nakłady. Mimo, że kolejne wydania nie różniły się zbytnio, można zauważyć, że z roku na rok coraz większą uwagę przykładano do treści ideologicznych. Dzieci nawoływane były do posłuszeństwa i pomocy matce, ale przede wszystkim miały pamiętać o dzielnie walczących żołnierzach. Podsuwane były pomysły, jak przygotować proste upominki i kartki  z życzeniami, które później były wysyłane na front.

Pozostawione same sobie mamy znajdowały w kalendarzach praktyczne, oszczędne w składnikach recepty na świąteczne dania lub wypieki. W 1943 roku dostosowano je tak, by całkowicie zrezygnować z użycia tłuszczu i jajek, które praktycznie stały się dla większości nieosiągalne.

Kalendarz NSDAP po raz ostatni ukazał się w 1944 roku. Po wojnie, we wszystkich strefach został umieszczony na liści zakazanych wydawnictw. Później był wydawany jeszcze w RFN, oczywiście w wersji pozbawionej nazistowskich akcentów.

12 GRUDNIA

Pierwszej powojennej zimy czyniono wielkie starania, by przywrócić magię świąt. Prezenty majsterkowano ze złomu i drewna, wojskową odzież przerabiano na cywilną, a otrzymane od aliantów rarytasy, jak czekolady czy kawa, chowano od dawna na uroczystą chwilę.

W niezniszczonych drukarniach, gdzie zachował się zapas papieru, podjęto ponownie produkcję kalendarzy adwentowych. Korzystano głównie z motywów lat 30., które były gotowe do druku i co ważniejsze – opłacone. Od pierwszych wydań różniły się jakością papieru, druku, a także symbolem nowych czasów – numerem pozwolenia.

Przywracano kontakty z ilustratorami i autorami książek. Nowo powstałe kalendarze miały najbardziej praktyczną ze wszystkich form – wydzierane kartki lub obrazki, z których można było zrobić szopkę, a z resztek, na przykład, dwie zakładki do książek, jako prezent pod choinkę.

Powstanie obu państw niemieckich w 1949 roku miało również wpływ na treść, wygląd i jakość powojennych kalendarzy. O tym w kolejnych wpisach.

 

13 GRUDNIA

Amerykański sen z kalendarzem adwentowym w tle

Richard Sellmer był jednym z pierwszych w amerykańskiej strefie,  którzy uzyskali pozwolenie na druk kalendarzy. W grudniu 1945 roku otrzymał on przydział papieru z francuskiej strefy na druk 50 tysięcy egzemplarzy. Wydawca ze Stuttgartu od początku szukał możliwości, by rozszerzyć swoją działalność, dlatego już ten pierwszy kalendarz, na rok 1946, przygotowany był również w wersji angielskiej i szwedzkiej.

Przewodnim motywem było „Miasteczko”, a sam kalendarz miał formę kartonu z dwoma skrzydłami, umożliwiającymi postawienie go na biurku czy półce.

Do popularyzacji tego mało znanego zwyczaju przedświątecznego, przyczynili się za oceanem głównie amerykańscy żołnierze. Kalendarze, które zabierali ze sobą, były opakowane w celofan, z nadrukowaną instrukcją obsługi w języku angielskim i francuskim.

Pierwsze duże zlecenie, przyszło w 1953 roku od stowarzyszenia pomagającego chorym na padaczkę. Było to 50 tysięcy sztuk z najpopularniejszym motywem „miasteczka”. Ale szczęśliwy zbieg okoliczności miał dopiero nadejść. W grudniu tego samego roku, w Newsweeku ukazało się zdjęcie wnucząt prezydenta Eisenhowera z „sellmerowskim” kalendarzem. Zapytań do Niemiec przyszło wówczas tak wiele, że Sellmer musiał szybko rozszerzyć swoją działalność. Przygotowano wówczas specjalną edycję kalendarza „Biały Dom”, w którym tytułowy gmach otoczony jest przez kowbojów, zwierzęta i wozy z plandekami.

W kolejnych latach, kalendarze wysyłano także do innych krajów, zważając na regionalne różnice w tradycjach. I tak oto, niemieckie dzieci w wigilię witała Matka Boża z małym Jezusem, a angielskim ukazywał się pięknie rozświetlony kominek. W Szwajcarii nie było mikołajów na obrazkach, a w USA anioły były bez skrzydeł.

Wydawnictwo Sellmera istnieje do dzisiaj i jest jedynym w Niemczech, wyspecjalizowanym w produkcji kalendarzy adwentowych. Ten link poprowadzi Was do kalendarza, który zachwycił prezydenckie wnuki w 1953 roku. Jest on dostępny w ofercie również dzisiaj.

14 GRUDNIA

Jednym z wydawnictw założonych po wojnie, a działających prężnie do dzisiaj, jest Korsch Verlag z Monachium. Obok kartek z życzeniami i zwykłych kalendarzy, oferuje ono około 200 kalendarzy adwentowych, z których znakomita większość to reprinty wcześniejszych wydań.

Adolf Korsch (1901-1995) potrafił nawiązywać kontakty z artystami nawet po drugiej stronie granicy. Swoje ilustracje dostarczali mu między innymi Kurt Brandes i Fritz Baumgarten z NRD. Nie do końca legalnie. Baumgarten przesyłał świąteczne motywy zakamuflowane jako obrazki dla „mojego siostrzeńca i siostrzenicy”, mieszkających w zachodnich Niemczech.

Korsch zazwyczaj odkupywał motywy od innych i chętnie eksperymentował. Nie zawsze z sukcesem. W latach 70. nie powtórzył się boom na nowinki technologiczne i kalendarze z rakietami szybko wycofano. Podobnież nie sprawdziły się postaci z bajek Disneya, które w świątecznych ubrankach drukowano niecałe 10 lat. Ponadczasowe okazywały się anioły, zwierzątka i dzieci.

15 GRUDNIA

Dzisiaj krótki przerywnik z powodu międzykontynentalnej podróży autorki.

Uchwycony w 2008 roku na jarmarku w Berlinie „najmniejszy kalendarz adwentowy świata”: zestaw cukierków, po jednym na każdy dzień. Cena: 2€. Nie wyglądał zachęcająco.

16 GRUDNIA

Kalendarze adwentowe w strefie radzieckiej do 1949 roku

Wiele wskazywało na to, że w pierwszych powojennych latach, wydawcy kalendarzy adwentowych znacznie lepiej sobie poradzili niż ich koledzy ze stref alianckich.

Pierwsze kalendarze, jeszcze bez pozwolenia, ukazały się już w 1945 roku w Dreźnie. Mimo ogromnych zniszczeń, spowodowanych bombardowaniami, zachowały się znaczne rezerwy papieru oraz wiele motywów. Kalendarze nie odbiegały jakością od tych przedwojennych.

W późniejszych latach wydawnictwa z Drezna, Lipska, Halle czy wschodniego Berlina otrzymywały pozwolenia na druk nawet do 70 tysięcy egzemplarzy.

Początkowo, gdy korzystano z przedwojennych motywów, nie różniły się one zbytnio od tych wydawanych na zachodzie. Od 1948 roku zaczęły jednak zanikać anioły, krasnoludki i stajenki ze świąteczną rodziną. Dla jednego z drezdeńskich wydawnictw, charakterystyczne stały się drzwiczki w kształcie gwiazdek, będące później ich znakiem rozpoznawczym.

Nic nie mogło jednak pobić kalendarza, przedstawiającego świąteczne kramy i zarys Kościoła NMP w tle. Zainteresowanie wskazywało na ogromną tęsknotę ludzi za pięknem ich zniszczonego miasta. Nakład wyprzedawał się całkowicie do 1948 roku. Kościół został odbudowany dopiero w 2005 roku.

 

17 GRUDNIA

Co, zamiast aniołków w enerdowskich kalendarzach?

W pierwszych latach po wojnie korzystano z zachowanych motywów, nie bacząc, czy odpowiadają one nowej ideologii. Dopiero po powstaniu centralnej instytucji, która nadzorowała i cenzurowała chrześcijańskie wydawnictwa, pojawiły się pierwsze instrukcje.

Anioły były niepożądane, a krasnoludki zbyt kołtuńskie. Graficy i ilustratorzy zastąpili je, zawsze mile widzianymi, straganami, zwierzątkami i gwiazdkami. Do łask powróciły motywy „komunikacyjne”, autobusy, pociągi i statki. W największym okienku pojawiła się przystrojona choinka lub mikołaj z worem prezentów.

Tematem, który stał się charakterystyczny jedynie dla enerdowskich kalendarzy, było przedszkole (Kindergarten). Roześmiane dzieci zbierające swoje zabawki, uśmiechnięta wychowawczyni, w tle symbole nowego państwa. Władze NRD były dumne ze swojego systemu opieki nad dziećmi, w którym rodzice nie mieli problemów z zapewnieniem miejsca w żłobku czy przedszkolu.

Inną cechą, odróżniającą wschodnioniemieckie kalendarze od ich zachodnich odpowiedników, był brak złoceń. Stopniowo rezygnowano również z wersji z kartkami do wydzierania, uważając to za marnotrawstwo papieru.

Tak jak w swojej początkowej historii, oraz za czasów nazizmu, kalendarze w NRD miały wychowywać dzieci w duchu socjalizmu. Przy propagowaniu ideologii, nie liczono się z kosztami i wersja z osobnymi kartkami na każdy dzień znalazła uznanie władz. Zamiast mikołaja, lokalny przywódca pionierów rozdaje swoim podopiecznym „odpowiednie” prezenty. Dla Hansa budzik, żeby już nie spóźniał się do szkoły, dla Klausa mydło i ręcznik. Do tego ilustrowane scenki, o tym, jak należy pomagać rodzicom i starszym, jak zachowywać się w tramwaju i na wycieczce. Całość uzupełniały teksty piosenek i wierszy.

III Niedziela Adwentu

Weź udział w akcji i wygraj laminowaną mini-mapę Berlina oraz ręcznie wykonaną gwiazdkę z bibuły na Twoją choinkę.

Akcja została już zakończona. Dziękuję wszystkim za udział.

18 GRUDNIA

Czekoladki!

Niestety, nie ma dokumentacji, kto po raz pierwszy wpadł na pomysł, by za drzwiczkami kalendarzy adwentowych ukryć drobne słodkości. Według ustnych przekazów prekursorem miała być fabryka czekolady Mauxion z Saalfeld (Turyngia). Podobno już w pierwszych latach po wojnie ich produkty pojawiły się w sprzedaży.

Przez długie lata były to kalendarze do samodzielnego napełnienia i tym samym wielokrotnego użytku. Do kartonowego motywu podczepiona była plastikowa wanienka z wyprofilowanymi wgłębieniami wielkości pudełka do zapałek. Mogły one zajmować całą przestrzeń kalendarza, albo być ulokowane w dolnej części, tak by nie niszczyć obrazka. Zawartość zależała tylko od możliwości i fantazji rodziców.

Bardzo popularne kalendarze były również wydawane w turyngijskiej miejscowości Lauscha, słynącej z produkcji bombek i ozdób świątecznych. Kilkanaście motywów, które opracowano, sprzedawało się w ilości kilkuset tysięcy sztuk rocznie.

Najbliżej dzisiejszego kalendarza z czekoladkami była produkcja fabryki czekolady w Delitsch (Saksonia). Już na początku lat 70. ubiegłego wieku ich czekoladki były odlewane w formach o świątecznych motywach. Kalendarze były jednak dwukrotnie droższe od innych.

19 GRUDNIA

Choć trudno w to uwierzyć, również w NRD kalendarze służyły celom reklamowym. I to nie tylko te, otrzymywane za darmo.

By podnieść sprzedaż najnowszych książek czy bajek dla dzieci, wydawnictwo zlecało opracowanie motywu na kalendarz adwentowy przedstawiającego rozgardiasz zakupowy z księgarni. Oczywiście, tuż przed świętami, gdy każdy stara się znaleźć prezent dla bliskich. Na głównym obrazku można zatem dostrzec na regałach okładki książek, które akurat znajdowały się w ofercie wydawnictwa.

Drezdeńska Sparkasse, czyli odpowiednik naszej Polskiej Kasy Oszczędności, rozdawała kalendarze tym, którzy w bieżącym roku zaoszczędzili szczególnie dużo pieniędzy.

Również sieci domów towarowych wydawały własne kalendarze z logo i obrazkami, przedstawiającymi różnorodne towary. Czy można je było w rzczywistości nabyć przed świętami, to już inna sprawa.

Pewną osobliwością był też regularnie wydawany kalendarz, dołączany w listopadzie do aktualnego numeru młodzieżowego czasopisma „Fröhlich sein und Singen”. Wydawała je Centralna Rada FDJ (Freie Deutsche Jugend) i miał formę zeszytu. O zawirowaniach politycznych może świadczyć kilkukrotna zmiana nazwy kalendarza, z adwentowego (do 1955), na „kalendarz na koniec roku” (w wersji do 31 grudnia) i ponownie jako kalendarz świąteczny w latach 80. ubiegłego wieku.

20 GRUDNIA

Kalendarze adwentowe w Berlinie

W podzielonym, ale wciąż wspólnie zarządzanym Berlinie, pierwsze kalendarze pojawiły się już w 1946 roku. Zatwierdzone przez Amerykanów egzemplarze były drukowane w dzielnicy Kreuzberg (przed wojną tzw. dzielnica wydawnicza) oraz w Tempelhof. Jeden z kalendarzy nosił wiele mówiący tytuł „Pokój na świecie”.

Podczas blokady Berlina w latach 1948-49, w zachodnich sektorach pojawił się kalendarz z motywem Mikołaja wsiadającego do samolotu (tzw. Rosinenbomber, którymi podczas blokady dostarczano towary dla ludności). Nazwa pochodzi też od słodyczy, które alianccy piloci przymocowywali do małych spadochronów i rozrzucali nad Berlinem.

Powstanie obu państw niemieckich i ustanowienie specjalnego statusu dla Berlina Zachodniego, spowodowało izolację tej części miasta.  Nie rozwinęły się tutaj jakieś znaczące produkcje kalendarzy adwentowych. Były one przywożone z RFN. Zupełnie inaczej przedstawiało się to w stolicy NRD, Berlinie wschodnim. Tutaj prym dla całego państwa wiodło wydawnictwo Berlin Planet-Verlag.

Ciekawostką był opracowany przez trzech studentów kalendarz adwentowy w 1989 roku. Wykorzystali oni motyw muru berlińskiego, który można było zobaczyć z obu stron: ze wchodu jak i widok z Berlina Zachodniego na odwrocie. Codziennie można było „obedrzeć” kawałek muru, pod którym ukazywał się fragment zdjęcia. 24 grudnia, kiedy już „obalano” całą budowlę, wyłaniał się kolorowy motyw. Kalendarz powstał w liczbie 4000 sztuk i sprzedawano go głównie w knajpach i kawiarniach.

21 GRUDNIA

Wydawnictwo Berlin Planet (Berlin Planet-Verlag)

Wydawnictwo to powstało w 1949 roku i było największym zakładem NRD, które zajmowało się produkcją pocztówek oraz kalendarzy adwentowych. Te drugie wydawane były jeszcze przez kilka małych, chrześcijańskich drukarni, ale w niewielkich nakładach. Praktycznie wszystkie kalendarze w NRD pochodziły z Planet. Nie było też importu z zachodu.

Rocznie drukowano około 1,3 miliona kalendarzy. 70% stanowiły nowe motywy, których co roku powstawało 5-6 wzorów. Propozycje pochodziły od samych grafików i ilustratorów (jeśli motyw się nie spodobał partyjnym władzom, nie otrzymywali oni żadnego wynagrodzenia). Częściej jednak pytano o opinię samych handlowców, w tym wypadku dyrektorów sieci domów towarowych. Organizowano również „badania” opinii publicznej przy prezentacji nowych motywów na targach książek, urządzając zabawy w przedszkolach czy wystawy w budynkach wydawnictwa.

Główną działalnością Planet były jednak pocztówki, których produkowano nawet do 220 milionów rocznie. Część z nich kierowano na eksport. To się nie udało z kalendarzami. W latach 80. ubiegłego wieku skierowano 4 próbne motywy na rynek RFN. Bez sukcesu, prawdopodobnie ze względu na niską jakość papieru.

Planet-Verlag nie przetrwał przełomu i w latach 90. został zlikwidowany. Bogate archiwa przekazano Muzeum Kultur Europejskich w Dahlem. Na ich podstawie w 2009 roku zorganizowano obszerną wystawę na temat kalendarzy adwentowych w kulturze niemieckiej. Podana w źródłach pozycja, powstała właśnie z tej okazji.

22 GRUDNIA

Kalendarze adwentowe w Europie

O popularności kalendarzy adwentowych w innych krajach decydowało przede wszystkim, jak zbliżone są tradycje świąteczne z niemieckimi i w którym dniu dzieci otrzymują podarki (by za chować sens odliczania). Jeszcze przed II wojną światową kalendarze były szeroko rozpowszechnione w krajach niemieckojęzycznych, Szwajcarii i Austrii a także Anglii, Szwecji, Danii, i częściowo we Francji. Tam też powstały rodzime kalendarze, które z różnym powodzeniem próbowano sprzedawać na zagranicznych rynkach. Pośród tych krajów wyróżnia się Austria, w której kalendarze długo zachowywały rolę edukacyjną w kontekście religijnym.

Mimo głęboko zakorzenionych chrześcijańskich tradycji w Portugalii i Hiszpanii, kalendarze adwentowe znalazły małe zastosowanie. Być może dlatego, że dzieci otrzymują tam prezenty nieco później, bo 6 stycznia. Podobnie jest w Grecji, gdzie podarki rozdawane są już 6 grudnia, a najważniejszy okres liczy się na 12 dni przed 23 grudnia do 6 stycznia. W Rosji, i krajach byłego Związku Radzieckiego kalendarze praktycznie nie występują.

Jeśli chodzi o kraje byłego bloku socjalistycznego, w tym Polskę, to pojawiły się one w latach 90. ubiegłego wieku. Wraz z podbojem rynku przez niemieckie sieci handlowe, dzisiaj najczęściej spotykany egzemplarz to ten z małymi czekoladkami. Kalendarze z obrazkami czy tekstami, które próbowano wprowadzić, nie znalazły zainteresowania. Głównie z powodu braku wystarczających informacji, jak  z niego korzystać i czemu on właściwie miał służyć.

 

23 GRUDNIA

Niedziela. Wigilia. Od razu mogę napisać. Poświęć ten dzień sobie, rodzinie, bliskim. Komu chcesz.

Zapraszam za rok na kolejną edycję Kalendarza Adwentowego z jeszcze większą ilością nagród.

Źródła:
Tina Peschel: Adventskalender. Geschichte und Geschichten aus 100 Jahren. Verlag der Kunst, Husum 2009
Zdjęcie z nagłówka, designed by Freepik, Black and golden advent calendar.

Napisz odpowiedź

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.