Turyngia

Powierzchnia: 16 172 km² Ludność: 2,2 mln Stolica: Erfurt

turyngiaTuryngii nie było w 2010 roku podczas moich podróży. Podobnie jak Kraju Saary, ale przy nim decydowała odległość. Natomiast w Turyngii nie wiedziałam czego szukać. Kiedy po raz pierwszy przymierzałam się do strony w 2012 roku, okazało się, że nie mam nawet ciekawego zdjęcia na wizytówkę landu. Z mojego turyńskiego katalogu smętnie bowiem wystawało kilkanaście zdjęć z Bad Langensalza, miejscowości, w której podobno przyszedł na świat wielki mistrz krzyżacki, Hermann von Salza (1179-1239). Przy czym pan von Salza też mnie zanadto nie interesował, a wycieczka była pomysłem kolegi, który w owym czasie Salzę widział za każdym rogiem w Niemczech (tak to jest, jak się poświęca swoim zainteresowaniom cały czas). Na Schönes-Wochenende-Ticket wyjechaliśmy koło 4.00 rano z Berlina, by po dwóch przesiadkach spędzić około 6 godzin w rzeczonej miejscowości. I tyle z Turyngii. Przez okna mignął Erfurt i Apolda. Zwłaszcza ta druga wzbudziła niepohamowany entuzjazm kolegi, który skojarzył ją natychmiast z produkcją dzwonów.

Turyngia kazała na siebie czekać jeszcze dwa lata. Nie, nie. To ja kazałam jej czekać, gdy na targach turystycznych w Berlinie wpadła mi w oko oferta rabatowej karty, Thüringer Card. Przejrzałam propozycje, porównałam ceny, przemyślałam opłacalność i 2013 rok należał do Turyngii. Dzięki wspomnianej karcie (o niej więcej na stronie), zwiedziłam większość muzeów w Weimarze, poznając zarazem to piękne i bogate w historię miasto. Podobnie było z Eisenach, gdzie rozrzut tematyczny przytłacza. Wdrapałam się też na zamek Wartburg, choć przy pierwszej wizycie obejrzałam go tylko z zewnątrz. Zimą zwiedziłam jeszcze Gerę i Jenę. Prawdziwy rozmach był jednak rok później. Łącząc kartę turyńską i HarzCard, muszę przyznać, że nigdy nie zwiedziłam tylu jaskiń, kopalń, grot i fantastycznych term w tak krótkim czasie. W Sondershausen zjechałam 700 metrów pod ziemię do kopalni, w której trasa turystyczna pokonywana była ciężarówkami i łodzią. W Saalfeld zachwyciły mnie bajkowe groty, ale najbardziej przypadła mi do gustu klimatyczna jaskinia Barbarossy. Region Kyffhäuser został nawet nazwany przeze mnie przeklętym, gdyż ma źle rozwiniętą sieć lokalnej komunikacji (w weekendy niemal niepraktyczną dla turystów, a szkoda), a poza tym przydarzały mi się tam dość tajemnicze rzeczy (by wspomnieć Czarnego Hrabię i Biały Znikający Bus). Termy w Bad Sulza należą obecnie do moich ulubionych. Przy każdej wizycie, baseny dzieliłam jedynie z kilkoma użytkownikami, a opatentowany system podwodnego nagłośnienia i solanka utrzymująca pływających na powierzchni wody, pozwalały się doskonale zrelaksować. W któreś swoje urodziny odwiedziłam wspomnianą Apoldę i Muzeum Dzwonów. Była to niedziela, zatem niewielka poenerdowska miejscowość przypominała zwyczajowo „miasto duchów”. Odwiedziłam też Erfurt i kilka muzeów, w tym rewelacyjne Muzeum Przyrodnicze, ale wciąż mam tam jeszcze kilka rzeczy do zobaczenia.

Turyngia ma piękne rejony do wędrówek. Jest mniej znana, a ma przebogatą historię i jak widać rewelacyjny marketing. W 2014 roku wybrałam się specjalnie do Lauscha, miejscowości położonej na końcu świata, do której jedzie się przez Bawarię, tylko po to, by zobaczyć miejsce, w którym powstała świąteczna bombka. Niezwykle kuszące wydały mi się ciemne, sosnowe lasy na wzgórzach (słynny Las Turyński), ale jak zwykle brak czasu uniemożliwił mi dłuższe wędrówki. Tego samego roku zajechałam również do Gotha, którego zbiorów muzealnych (efekt zapędów kolekcjonerskich lokalnego księcia) nie powstydziłaby się żadna europejska stolica. Eksponaty ze starożytnego Egiptu są tam dobrane i opisane chyba najlepiej w Niemczech.

Co warto zobaczyć w Turyngii?

Do klasyków zaliczyłabym większe miasta, Erfurt, Weimar, Eisenach. Zwłaszcza dwa ostatnie, jeśli ktoś interesuje się klasyczną literaturą (Goethe, Schiller), historią reformacji (Luther), muzyką (Bach, Liszt), motoryzacją (Wartburg, Opel), architekturą XX wieku (Bauhaus), historią Republiki Weimarskiej (Teatr Narodowy w Weimarze) czy architekturą romańską (zamek Wartburg). A to i tak nie wyczerpuje wszystkich tematów.

W którykolwiek region Turyngii się nie pojedzie, będzie ładnie. W szczególności warto wziąć pod uwagę południowy Harz, przeklęty Kyffhäuser z pomnikiem cesarza Wilhelma, jaskinią Barbarossy, dawnym palatynatem Tilleda i panoramą w Bad Frankenhausen. Lauscha i Sonneberg, ukryte pośród Lasu Turyńskiego, to tradycyjne ośrodki wyrobu szkła, ozdób świątecznych i zabawek (Niemieckie Muzeum Zabawek w Sonnebergu). W turyńskim szkle leśnym można się zakochać.

Park Narodowy Hainich, od 2011 na liście światowego dziedzictwa przyrodniczego UNESCO, chroni unikalne na skalą europejską lasy bukowe. Można się tam nawet przejść po specjalnie wybudowanej półkilometrowej ścieżce pośród koron drzew (Baumkronenpfad Heinich).